Studentka WSE na uniwersytecie w Chinach

O swoich wrażeniach z pobytu w Chinach oraz nauce w Hebei University w Baoding, partnerskiej uczelni WSE - opowiada Barbara Bednarz, studentka III roku kierunku Filologia angielska – lingwistyka stosowana o specjalności sinologicznej.

Dlaczego zdecydowałeś się na wyjazd na uniwersytet w Chinach?
Barbara Bednarz: Wyjazd o Chin był dla mnie wielkim wyzwaniem. Nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać w kraju, który pozostaje zagadką. Rodzi się wiele pytań: czy jedzenie jest jadalne, czy ludzie są przyjaźni, czy uda nam się porozumieć, czy w ogóle znajdziemy nasz punkt docelowy? Najbardziej motywuje jednak ciekawość, przygoda, ale także chęć poznania kultury, o której tyle już się uczyłam.

W takim razie jak przygotowywałaś się do tej podróży?
B. B.: Moje przygotowania nie były szczególne, jednak osoby mające problemy ze zdrowiem warto by zadbały o wszystkie badania kontrolne. Nie są wymagane specjalne szczepienia czy probiotyki, jednak można profilaktycznie się zaszczepić. Warto ze sobą zabrać podstawowe lekarstwa, ponieważ medycyna chińska zdecydowanie różni się od polskiej. Jedyne o czym nie można zapomnieć z wyprzedzeniem, to wiza – bez niej nie da się wjechać do Chin. U nas nie obyło się bez przygód, dlatego warto o tym pomyśleć dużo wcześniej przed wyjazdem. Nie zapomnijmy też spakować sztućce – w Chinach znaleźć można jedynie pałeczki i łyżki. Polecam jednak próbę jedzenia pałeczkami – Ci, którzy nie potrafią się nimi posługiwać i zapomną widelca, pod koniec wyjazduy mogą zostać bardzo mile zaskoczeni.

Jak wyglądał pobyt na miejscu? Jak przebiegał zwykły dzień na Uniwersytecie?
B. B.: Od poniedziałku do piątku mieliśmy zajęcia na uczelni. Zaczynały się o 8 rano i kończyły o 11:50. Zajęcia były półtorej godzinne z półgodzinną przerwą między nimi. Od godziny 12 do 14 była przerwa na obiad. W ty czasie znalezienie miejsca w jakiejkolwiek stołówce graniczyło niemalże z cudem! W popołudniowym bloku zajęć, które były już nadobowiązkowe mogliśmy szkolić swoje zdolności z zakresu kaligrafii i taiqi. Dla lubiących grę na instrumentach, możliwe było także pobieranie nauk gry na tradycyjnych instrumentach chińskich. Jednak godzina tych zajęć była drakońska, jako że odbywały się one codziennie o 6:30. Dla tych, którzy lubią sport Hebei University organizuje wiele turniejów sportowych, które poprzedzają niemalże codzienne popołudniowe treningi. W tym roku nasza międzynarodowa drużyna wygrała turnieje w siatkówkę oraz w piłkę nożną. Oczywiście wszyscy gorąco ich dopingowaliśmy!

Nauka w Chinach różni się od tej w Polsce. Czy napotkaliście jakieś trudności?
B. B.: Najtrudniejszą początkowo okazała się komunikacja, było nam trudno przestawić się na mówienie po chińsku i uwierzenie we własne możliwości komunikacji w tym języku. Jednak dzięki pomocy nauczycieli i znajomych problem ten został szybko pokonany.

Co oprócz nauki chińskiego w praktyce wyniosłaś z pobytu w Chinach?
B. B.: Najbardziej podczas tego pobytu rozwinęły się moje umiejętności komunikacji niewerbalnej. Gestykulacja i pewność siebie nie jednokrotnie pozwoliły przetrwać. Jednak co za każdym razem pojawia się w mojej głowie gdy myślę o Chinach to przyjaciele, zarówno Ci z Polski, jak i międzynarodowi. Gdyby nie oni, to doświadczenie nie było by takie samo. Wspieraliśmy się w trudnych chwilach i wspólnie dzieliliśmy szczęśliwe momenty. Razem poznawaliśmy i uczyliśmy się nowych rzeczy. Pomoc tych, którzy w Chinach byli dłużej niż my okazała się nieoceniona! Dzięki nim wiedzieliśmy gdzie można zjeść najlepsze potrawy w całym Baodingu, gdzie można udać się do lekarza czy po prostu jak podpiąć się do chińskiego Internetu i jak z niego korzystać. Mimo, że minęły już jakiś czas od naszego powrotu, wciąż jesteśmy w codziennym kontakcie, z nadzieją na ponowne spotkania już w przyszłym miesiącu!

Co było Twoim najważniejszym celem wyjazdu? Co zyskałaś przez ten wyjazd?
B. B.: Najważniejsze dla mnie było poznanie kultury chińskiej, spróbowanie chińskich potraw, sprawdzenie swoich kompetencji językowych i ich udoskonalenie. Po wyjeździe mogę powiedzieć, że Chiny przerosły moje oczekiwania. Przed wyjazdem byłam nim przerażona, teraz już wiem, że niepotrzebnie, bo Chiny to kraj do którego chce się wracać. Dzięki temu wyjazdowi mogę powiedzieć, że „świat się skurczył”. Poznałam wielu niesamowitych ludzi, zawarłam przyjaźnie mam nadzieje, że na całe życie. Udało nam się także zasymilować z chińczykami, porozmawiać, poznać ich mentalność. Wyjeżdżając z Baoding śmialiśmy się sami z siebie przypominając sobie nasz pierwszy dzień – diametralnie różnił się on od ostatniego – nie unikaliśmy już kontaktu z Chińczykami, staliśmy się smakoszami kuchni chińskiej, poznając wszelakie zasady savoir vivre’u przy stole.

Pobyt na uniwersytecie to tylko część wyjazdu. Co jeszcze będziesz wspominać z Chin?
B. B.: Udało mi się zwiedzić wiele miejsc poza Baoding. Całą grupą wybraliśmy się do Pekinu na weekend. To miasto niesamowitych kontrastów, brudu i czystości, biedy i bogactwa. Wszystkie zabytki wyglądają znacznie lepiej na żywo niż opisywane w przewodnikach. Mimo zmęczenia i bólu nóg nikt z nas nie chciał kończyć zwiedzania. Byliśmy także w Mancheng, gdzie znajdują się grobowce dynastii Han. Odwiedziliśmy także Tianjin, miasto wydzielone, podobnie jak Pekin. Tianjin zadziwia karuzelą – Tianjin Eye - widać bowiem z niej piękną panoramę całego miasta. Warto też odwiedzić Italian Street, by choć na moment poczuć się jak w Europie. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak Wielki Mur. Wraz ze znajomych wybraliśmy się na mniej turystyczną część muru, Jingshanling - to mało popularny, nieodbudowany fragment, a dojście do niego wiąże się z dużym wyzwaniem. Jednak co dostajemy w zamian to - co nie zdarza się w Chinach - samotność na jednym z cudów świata! Piękna pogoda, przygoda, „dzikość” muru – ten dzień na długo zostanie w mojej pamięci. Jedynea co bardzo nas męczyło to nieustanne robienie nam zdjęć przez Chińczyków. Dosłownie wpychali oni nam swoje dzieci do rąk, byle tylko mieć z nami zdjęcie.

Skąd w ogóle Twoje zainteresowanie sinologią? Co jest najtrudniejsze w nauce języka chińskiego?
B. B.: Od zawsze lubiłam uczyć się języków obcych. W dzisiejszych czasach niemal każdy potrafi posługiwać się językiem angielskim dlatego znajomość tylko tego języka mi nie wystarczała. Chiny prowadzą bardzo ekspansyjną politykę i moją główną motywacją była możliwość szybkiego znalezienia pacy, która by mnie satysfakcjonowała. Poza tym Orient zawsze był mi bliski, gdyż od dziecka trenowałam karate. Trudno jest wskazać najtrudniejszą rzecz w nauce języka chińskiego. Wymowa, znaki, gramatyka – wszystko potrafi przysporzyć wielu problemów, lecz ważne jest żeby znaleźć dobrą dla nas metodę do nauki. Dla mnie najlepsze jest przepisywanie schematów zdań w znakach, czasochłonne ale przynosi efekty!

Czy wiążesz swoją przyszłość zawodową z Chinami?
B. B.: Trudno jest powiedzieć, czy wiążę swoją przyszłość z Chinami. Na pewno planuję niebawem tam wrócić, bo tęsknota jest ogromna. Mam jednak nadzieję, że w moim życiu kultura chińska, jak i język będą cały czas obecne również w strefie zawodowej.