W uprawianiu nauki najważniejsze są wątpliwości! - Wywiad z rektorem naszej uczelni

 

Z prof. nadzw. dr. hab. Anną Siewierską-Chmaj, rzeszowianką, rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, rozmawia Aneta Gieroń

 

38706 Ania Siewierska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Fot. Tadeusz Poźniak

 

Aneta Gieroń: W lutym zostałaś rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. Jesteś też pierwszą kobietą na tym stanowisku w kilkunastoletniej historii uczelni. Poczułaś dumę?

 

Prof. nadzw. dr hab. Anna Siewierska-Chmaj: Towarzyszyło mi uczucie, że jestem właściwą osobą na właściwym miejscu. Czuję i wiem, że jestem do tego przygotowana i na to gotowa.

 

Ale niespecjalnie lubisz o tym mówić, tak samo jak opowiadać o sobie.

 

Nigdy tego nie lubiłam, w końcu jednak uznałam, że warto, także ze względu na inne kobiety. Jeżeli coś się nam w życiu udaje, jest to efekt wsparcia bardzo wielu osób, a wdzięczność zawsze warto okazywać, w równym stopniu współpracownikom, co i najbliższym.

 

Dobry moment w Twojej karierze naukowej. Rok temu obroniłaś habilitację, a w tym roku świętujesz 18 lat pracy zawodowej na uczelni - w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Jest jeszcze jubileusz - 15 lat krakowskiej uczelni, której właśnie zostałaś rektorem.

 

To wszystko ułożyło się w logiczny ciąg, może dlatego nie było strachu. Nie zadawałam pytań, czy sobie poradzę - bardziej czułam dumę w imieniu kobiet. Tę wiadomość wspaniale przyjęły moje młodsze koleżanki z uczelni, które ogromnie się ucieszyły. Nikt nie okazywał też zdziwienia decyzją Senatu, co było dla mnie miłe i ważne.

 

Ta szkoła jest przesiąknięta duchem ks. Józefa Tischnera. To zobowiązuje?

 

Tak, bardzo to dla mnie ważne, zwłaszcza, że dla tej pracy, funkcji i tego miejsca, w jakimś stopniu poświęcam cząstkę mojej rodziny – przez kilka dni w tygodniu na stałe jestem w Krakowie. Zdecydowałam się jednak na to, bo idee tej uczelni są mi szczególnie bliskie, zwłaszcza teraz, gdy wokół nas dzieje się sporo rzeczy, które nie są dobre i które oceniam krytycznie. Bardzo mnie boli, że dominującym rodzajem religii w Polsce staje się „katolicyzm toruński”. Tym bardziej warto promować postawę ks. prof. Tischnera z jego otwartością, umiłowaniem wolności, z tą myślą filozoficzną Tischnera, która łączy wolność z odpowiedzialnością! Dostrzegam, jak ważna i aktualna jest ta myśl zwłaszcza dzisiaj. Rolą naszej uczelni jest tę myśl nieustannie przypominać. W kolejnych miesiącach chcę robić wszystko, by widać i słychać było nas jak najwięcej.

 

Z samym środowiskiem krakowskiego „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego” jestem związana od dawna. Fundacja Instytut Myśli Józefa Tischnera w Krakowie, środowisko Łopusznej, gdzie ks. Tischner się urodził, są obecne w moim życiu od dobrych kilku lat. Zaproszenie mnie z wykładami do Łopusznej przez Kazimierza Tischnera, w końcu nominowanie mojej książki „Mity w polityce. Funkcje i mechanizmy aktualizacji" do Nagrody Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera, sprawiło, że powołanie mnie na rektora krakowskiej uczelni, było w pewnym sensie konsekwencją drogi, którą idę od lat.

 

Mija 18 lat od śmierci ks. Tischnera i mimo niebywałej charyzmy, postać Księdza Profesora zdaje się być coraz bardziej zapomniana…

 

Z okazji 15-lecia uczelni planujemy kilka dużych przedsięwzięć związanych z promowaniem myśli filozoficznej ks. Tischnera. To była wielka postać, chcemy Jego sylwetkę przypomnieć młodzieży - marzę, aby młodzi ludzie chodzili w koszulkach z twarzą Józefa Tischnera, a nie Che Guevary! Zaplanowaliśmy m.in. ogólnopolski konkurs graficzny dotyczący ks. Tischnera i wiele innych działań, które, mam nadzieję, zostaną zauważone.

 

38704 Ania Siewierska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Tadeusz Poźniak

 

Z myśli ks. Tischnera, co jest dla Ciebie najważniejsze?

 

Ksiądz Tischner zawsze powtarzał, że po pierwsze jest człowiekiem, na drugi miejscu filozofem, a dopiero na trzecim księdzem. I to rzeczywiście widać w jego filozofii, w wypowiedziach oraz wywiadach, które po nim zostały. Ważna jest dla mnie ta głęboko humanistyczna myśl – człowiek jest najważniejszy. Gdy mówi o Bogu, mówi o przyjacielu człowieka i to jest piękne. On kochał ludzi, nie oceniał, a jedynie przytulał ich do piersi. Ks. Tischner cenił też wątpliwości, co dla mnie jest bardzo istotne. Posiadanie wątpliwości, także w kwestiach wiary, potwierdza wrażliwość człowieka, chęć poszukiwania Boga i stawania się lepszym człowiekiem. Może też dlatego, dla mnie to niezwykłe doświadczenie, ale i odpowiedzialność, by dobrze wprowadzić tę uczelnię w kolejne 15 -lecie istnienia.

 

Współtwórcą i pierwszym rektorem tej uczelni aż do 2011 roku był Jarosław Gowin, obecny minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

 

W naszym gronie jest wielu znakomitych wykładowców, m.in. prof. Piotr Sztompka, dzięki którym na uczelni udało się stworzyć etos studiowania, nauczania. I to chciałabym wzmacniać, by słowa Tischnera jeszcze mocniej wybrzmiewały w przestrzeni publicznej.

 

Kiedy w Twoim życiu pojawiła się nauka jako coś naprawdę ważnego?

 

Bardzo wcześnie, co pewnie wiąże się z moim szczęściem spotykania właściwych osób we właściwym czasie. Byłam uczennicą II LO w Rzeszowie, gdy poznałam fantastyczną polonistkę, Agnieszkę Strzelecką. Jej mąż, Ryszard Strzelecki, pracował w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej, gdzie był literaturoznawcą i obydwoje przygotowywali mnie do olimpiady z języka polskiego. Spotkania z nimi to była prawdziwa uczta intelektualna, choć brzmi to może nieprawdopodobnie, biorąc pod uwagę, że byłam wówczas nastoletnią dziewczyną. Analizowanie z nimi poezji barokowej Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, było dla mnie czymś zachwycającym. Może wynikało to też z tego, że od zawsze zachwyt wzbudza we mnie wszystko, co mogę przeczytać. Uwielbiam książki.

 

Najważniejsze jest słowo.

 

Tak, kocham słowo, odkąd pamiętam. Nawet jadąc autobusem potrafiłam czytać, co jest napisane na bilecie. Od zawsze lubiłam się uczyć i byłam systematyczna w swoich lekturach. Jak czytałam Dostojewskiego, to wszystko, co było dostępne w bibliotece. Gdy zachwyciłam się literaturą iberoamerykańską, wyszukiwałam kolejnych autorów i chciałam w nią wejść jak najpełniej. Wtedy też po raz pierwszy zaświtała mi w głowie myśl, że w nauce przeceniana jest analiza, a niedoceniana synteza. Nie chodzi przecież tylko o to, by coś zanalizować, ale by uchwycić sedno i tę najważniejszą myśl umieć wykorzystać do kolejnych rozważań. Uważam, że to bardzo ważne dla każdego, kto mniej lub bardziej chce zajmować się nauką.

 

Ale w naukę całą sobą weszłaś dopiero po skończeniu studiów.

 

Długo uważałam, że będę dziennikarzem, tym bardziej, że zarobkowo pracowałam od 17. roku życia, nieprzerwanie. Pisałam m.in. recenzje filmowe dla lokalnego wydawnictwa, które wydawało programy telewizyjne; współpracowałam z agencją prasową, byłam bardzo zaangażowana w dziennikarską pasję.

 

Mimo to nie zdecydowałaś się na pracę w mediach.

 

Zawsze chciałam mieć zawód, który jest pożyteczny społecznie i dziennikarstwo wydawało mi się idealnym wyborem, ale nie zdecydowałam się na nie… dzięki mojej teściowej.

 

Już na studiach pojawiła się okazja pracy na uczelni i - choć byłam zakochana w nauce - uznałam, że to zbyt spokojne miejsce dla mojego temperamentu. Szukałam czegoś bardziej ekscytującego. Jednak moja teściowa zwróciła mi uwagę, że wiele rzeczy potrafię prosto i bardzo przekonywująco wytłumaczyć, a zatem praca naukowo-dydaktyczna może być dla mnie właściwa. Spróbowałam i szybko mnie to wciągnęło. Do dziś jestem Jej wdzięczna za tamtą podpowiedź. Ona już wtedy dostrzegła, jak bardzo jestem emocjonalna, a wymagająca ciągłego napięcia praca dziennikarza szybko może mnie doprowadzić do wypalenia zawodowego. Zawsze też chciałam mieć dużą rodzinę i patrząc na mój tryb pracy, nie wiem, czy z trójką synów umiałabym sobie radzić w dziennikarskiej profesji. A tak, po 18 latach na uczelni, nadal kocham moją pracę!

 

Od początku jesteś też związana z Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

 

W 2000 roku zaczynałam tam w dziale promocji, ale już wcześniej miałam doświadczenie jako PR-owiec w polsko – amerykańskiej firmie, w wydawnictwie multimedialnym, więc to nie było dla mnie absolutnie nowe doświadczenie. Bardzo szybko zajęłam się też pracą naukową i dydaktyczną, co do dziś sprawia mi ogromną radość. W Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania spotkałam też bardzo ważne dla mnie osoby, m.in. śp. profesora Jerzego Chłopeckiego, który był promotorem mojej pracy doktorskiej, a który stał się przyjacielem i mentorem. Miał ogromny wpływ na to, jakim jestem dziś naukowcem, ale i człowiekiem. To był fantastyczny akademik, człowiek zainteresowany każdą dziedziną wiedzy, który nauczył mnie myśleć interdyscyplinarnie. Do tego bardzo precyzyjny, inspirujący i wymagający rozmówca, który nie znosił dysput o niczym. Każde z nim spotkanie to był intelektualny rollercoaster.

 

Wtedy też polityka mocno wkroczyła w Twoje życie.

 

Polityka od zawsze była w nim obecna, wtedy stała się też domeną naukową. I tak z politologa z zamiłowania stałam się politologiem z wykształcenia.



Ciąg dalszy wywiadu możecie przeczytać na stroniehttp://www.biznesistyl.pl/ludzie/wywiady/6872_prawianiu-nauki-najwazniejsze-sa-watpliwosci!.html

 

38705 Ania Siewierska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Tadeusz Poźniak

Z prof. nadzw. dr. hab. Anną Siewierską-Chmaj, rzeszowianką, rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, rozmawia Aneta Gieroń

Aneta Gieroń: W lutym zostałaś rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. Jesteś też pierwszą kobietą na tym stanowisku w kilkunastoletniej historii uczelni. Poczułaś dumę?

Prof. nadzw. dr hab. Anna Siewierska-Chmaj: Towarzyszyło mi uczucie, że jestem właściwą osobą na właściwym miejscu. Czuję i wiem, że jestem do tego przygotowana i na to gotowa.

Ale niespecjalnie lubisz o tym mówić, tak samo jak opowiadać o sobie.

Nigdy tego nie lubiłam, w końcu jednak uznałam, że warto, także ze względu na inne kobiety. Jeżeli coś się nam w życiu udaje, jest to efekt wsparcia bardzo wielu osób, a wdzięczność zawsze warto okazywać, w równym stopniu współpracownikom, co i najbliższym.

Dobry moment w Twojej karierze naukowej. Rok temu obroniłaś habilitację, a w tym roku świętujesz 18 lat pracy zawodowej na uczelni - w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Jest jeszcze jubileusz - 15 lat krakowskiej uczelni, której właśnie zostałaś rektorem.

To wszystko ułożyło się w logiczny ciąg, może dlatego nie było strachu. Nie zadawałam pytań, czy sobie poradzę - bardziej czułam dumę w imieniu kobiet. Tę wiadomość wspaniale przyjęły moje młodsze koleżanki z uczelni, które ogromnie się ucieszyły.  Nikt nie okazywał też zdziwienia decyzją Senatu, co było dla mnie miłe i ważne.

Ta szkoła jest przesiąknięta duchem ks. Józefa Tischnera. To zobowiązuje?

Tak, bardzo to dla mnie ważne, zwłaszcza, że dla tej pracy, funkcji i tego miejsca, w jakimś stopniu poświęcam cząstkę mojej rodziny – przez kilka dni w tygodniu na stałe jestem w Krakowie. Zdecydowałam się jednak na to, bo idee tej uczelni są mi szczególnie bliskie, zwłaszcza teraz, gdy wokół nas dzieje się sporo rzeczy, które nie są dobre i które oceniam krytycznie. Bardzo mnie boli, że dominującym rodzajem religii w Polsce staje się „katolicyzm toruński”. Tym bardziej warto promować postawę ks. prof. Tischnera z jego otwartością, umiłowaniem wolności, z tą myślą filozoficzną Tischnera, która łączy wolność z odpowiedzialnością! Dostrzegam, jak ważna i aktualna jest ta myśl zwłaszcza dzisiaj. Rolą naszej uczelni jest tę myśl nieustannie przypominać. W kolejnych miesiącach chcę robić wszystko, by widać i słychać było nas jak najwięcej.

Z samym środowiskiem krakowskiego „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego” jestem związana od dawna. Fundacja Instytut Myśli Józefa Tischnera w Krakowie, środowisko Łopusznej, gdzie ks. Tischner się urodził, są obecne w moim życiu od dobrych kilku lat. Zaproszenie mnie z wykładami do Łopusznej przez Kazimierza Tischnera, w końcu nominowanie mojej książki „Mity w polityce. Funkcje i mechanizmy aktualizacji" do Nagrody Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera, sprawiło, że powołanie mnie na rektora krakowskiej uczelni, było w pewnym sensie konsekwencją drogi, którą idę od lat.

Mija 18 lat od śmierci ks. Tischnera i mimo niebywałej charyzmy, postać Księdza Profesora zdaje się być coraz bardziej zapomniana…

Z okazji 15-lecia uczelni planujemy kilka dużych przedsięwzięć związanych z promowaniem myśli filozoficznej ks. Tischnera. To była wielka postać, chcemy Jego sylwetkę przypomnieć młodzieży - marzę, aby młodzi ludzie chodzili w koszulkach z twarzą Józefa Tischnera, a nie Che Guevary! Zaplanowaliśmy m.in. ogólnopolski konkurs graficzny dotyczący ks. Tischnera i wiele innych działań, które, mam nadzieję, zostaną zauważone.

 

Z myśli ks. Tischnera, co jest dla Ciebie najważniejsze?

Ksiądz Tischner zawsze powtarzał, że po pierwsze jest człowiekiem, na drugi miejscu filozofem, a dopiero na trzecim księdzem. I to rzeczywiście widać w jego filozofii, w wypowiedziach oraz wywiadach, które po nim zostały. Ważna jest dla mnie ta głęboko humanistyczna myśl – człowiek jest najważniejszy. Gdy mówi o Bogu, mówi o przyjacielu człowieka i to jest piękne. On kochał ludzi, nie oceniał, a jedynie przytulał ich do piersi. Ks. Tischner cenił też wątpliwości, co dla mnie jest bardzo istotne. Posiadanie wątpliwości, także w kwestiach wiary, potwierdza wrażliwość człowieka, chęć poszukiwania Boga i stawania się lepszym człowiekiem. Może też dlatego, dla mnie to niezwykłe doświadczenie, ale i odpowiedzialność, by dobrze wprowadzić tę uczelnię w kolejne 15 -lecie istnienia.

Współtwórcą i pierwszym rektorem tej uczelni aż do 2011 roku był Jarosław Gowin, obecny minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

W naszym gronie jest wielu znakomitych wykładowców, m.in. prof. Piotr Sztompka, dzięki którym na uczelni udało się stworzyć etos studiowania, nauczania. I to chciałabym wzmacniać, by słowa Tischnera jeszcze mocniej wybrzmiewały w przestrzeni publicznej.

Kiedy w Twoim życiu pojawiła się nauka jako coś naprawdę ważnego?

Bardzo wcześnie, co pewnie wiąże się z moim szczęściem spotykania właściwych osób we właściwym czasie. Byłam uczennicą II LO w Rzeszowie, gdy poznałam fantastyczną polonistkę, Agnieszkę Strzelecką.  Jej mąż, Ryszard Strzelecki, pracował w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej, gdzie był literaturoznawcą i obydwoje przygotowywali mnie do olimpiady z języka polskiego. Spotkania z nimi to była prawdziwa uczta intelektualna, choć brzmi to może nieprawdopodobnie, biorąc pod uwagę, że byłam wówczas nastoletnią dziewczyną. Analizowanie z nimi poezji barokowej Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, było dla mnie czymś zachwycającym. Może wynikało to też z tego, że od zawsze zachwyt wzbudza we mnie wszystko, co mogę przeczytać. Uwielbiam książki.

Najważniejsze jest słowo.

Tak, kocham słowo, odkąd pamiętam. Nawet jadąc autobusem potrafiłam czytać, co jest napisane na bilecie. Od zawsze lubiłam się uczyć i byłam systematyczna w swoich lekturach. Jak czytałam Dostojewskiego, to wszystko, co było dostępne w bibliotece. Gdy zachwyciłam się literaturą iberoamerykańską, wyszukiwałam kolejnych autorów i chciałam w nią wejść jak najpełniej. Wtedy też po raz pierwszy zaświtała mi w głowie myśl, że w nauce przeceniana jest analiza, a niedoceniana synteza. Nie chodzi przecież tylko o to, by coś zanalizować, ale by uchwycić sedno i tę najważniejszą myśl umieć wykorzystać do kolejnych rozważań. Uważam, że to bardzo ważne dla każdego, kto mniej lub bardziej chce zajmować się nauką.

Ale w naukę całą sobą weszłaś dopiero po skończeniu studiów.

Długo uważałam, że będę dziennikarzem, tym bardziej, że zarobkowo pracowałam od 17. roku życia, nieprzerwanie. Pisałam m.in. recenzje filmowe dla lokalnego wydawnictwa, które wydawało programy telewizyjne; współpracowałam z agencją prasową, byłam bardzo zaangażowana w dziennikarską pasję.

Mimo to nie zdecydowałaś się na pracę w mediach.

Zawsze chciałam mieć zawód, który jest pożyteczny społecznie i dziennikarstwo wydawało mi się idealnym wyborem, ale nie zdecydowałam się na nie… dzięki mojej teściowej.

Już na studiach pojawiła się okazja pracy na uczelni i - choć byłam zakochana w nauce - uznałam, że to zbyt spokojne miejsce dla mojego temperamentu. Szukałam czegoś bardziej ekscytującego. Jednak moja teściowa zwróciła mi uwagę, że wiele rzeczy potrafię prosto i bardzo przekonywująco wytłumaczyć, a zatem praca naukowo-dydaktyczna może być dla mnie właściwa. Spróbowałam i szybko mnie to wciągnęło. Do dziś jestem Jej wdzięczna za tamtą podpowiedź. Ona już wtedy dostrzegła, jak bardzo jestem emocjonalna, a wymagająca ciągłego napięcia praca dziennikarza szybko może mnie doprowadzić do wypalenia zawodowego. Zawsze też chciałam mieć dużą rodzinę i patrząc na mój tryb pracy, nie wiem, czy z trójką synów umiałabym sobie radzić w dziennikarskiej profesji. A tak, po 18 latach na uczelni, nadal kocham moją pracę!

 

 

 

 

Od początku jesteś też związana z Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

W 2000 roku zaczynałam tam w dziale promocji, ale już wcześniej miałam doświadczenie jako PR-owiec w polsko – amerykańskiej firmie, w wydawnictwie multimedialnym, więc to nie było dla mnie absolutnie nowe doświadczenie. Bardzo szybko zajęłam się też pracą naukową i dydaktyczną, co do dziś sprawia mi ogromną radość. W Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania spotkałam też bardzo ważne dla mnie osoby, m.in. śp. profesora Jerzego Chłopeckiego, który był promotorem mojej pracy doktorskiej, a który stał się przyjacielem i mentorem. Miał ogromny wpływ na to, jakim jestem dziś naukowcem, ale i człowiekiem. To był fantastyczny akademik, człowiek zainteresowany każdą dziedziną wiedzy, który nauczył mnie myśleć interdyscyplinarnie. Do tego bardzo precyzyjny, inspirujący i wymagający rozmówca, który nie znosił dysput o niczym. Każde z nim spotkanie to był intelektualny rollercoaster.

 

Wtedy też polityka mocno wkroczyła w Twoje życie.

Polityka od zawsze była w nim obecna, wtedy stała się też domeną naukową. I tak z politologa z zamiłowania stałam się politologiem z wykształcenia.